Franciszek Kułakowski

Kułakowski Franciszek

1921 -2011

Oddajmy głos Panu Franciszkowi:


  Urodziłem się 27 marca 1921 roku w Jezioranach powiat Łuck. Będąc przy rodzicach w 1934 roku ukończyłem szkołę podstawową, po czym wstąpiłem do gimnazjum mechaniczne-go we Włodzimierzu Wołyńskim, które ukończyłem w 1938 roku. Od października 1938 roku zaangażowałem się do Szkoły Budowy Okrętów przy Marynarce Wojennej w Gdyni, gdzie w stopniu szeregowego przebywałem do sierpnia 1939 roku. 28 sierpnia delegowany służbowo do Bydgoszczy, skąd z uwagi na brak możliwości powrotu jako słuchacz wojskowej szkoły zostałem wcielony do kompani łączności 23. Pułku Piechoty - d-ca por. Orlicz.

***
    W pierwszych dniach wojny brałem udział w ochronie obiektów wojskowych i obronie ludności cywilnej przed niemiecką dywersją. Na terenie Bydgoszczy w okresie od 5 września do 30 listopada byłem internowany jako jeniec, gdzie po udanej ucieczce przedostałem się do Warszawy, a następnie 25 grudnia do rodziców na Wołyń, gdzie przebywałem aż do rozpoczęcia wojny niemiecko-rosyjskiej. Po wkroczeniu Niemców do ZSRR pozostałem na terenie Wołynia, gdzie w środowisku rodzinnym ukrywałem się do listopada 1942 roku.

    W grudniu 1942 roku rozpocząłem działalność konspiracyjną na terenie Łucka i Przebraża wstępując w szeregi partyzantki polskiej „Przebraże”, przyjmując pseudonim Żuk. Tam pełni-łem funkcję zastępcy dowódcy grupy dywersyjno-wywiadowczej. Moim bezpośrednim dowódcą był Sobczak ps. Oleksa. Od grudnia 1942 roku do maja 1943 roku brałem udział w eskorcie przewożonych do sztabu partyzantki „Przebraże” broni, materiałów wybuchowych, leków i materiałow opa-trunkowych - dostarczając jednocześnie informacji wywiadowczych o lokalizacji niemiec-kich obiektów wojskowych, ruchach Wermachtu i czarnej policji ukraińskiej działającej na terenie Łucka, Kiwero i okolic. Informacje te przekazywałem również partyzantce radzieckiej. Od maja 1943 roku do lutego 1944 roku tj. do czasu wkroczenia Armii Radzieckiej brałem udział w partyzantce „Przebraże” jako szeregowy, następnie jako zastępca dowódcy plu-tonu czwartej kompanii dowodzonej przez por. Tadeusza Wojnickiego. W szeregach tej kom-pani w sierpniu 1943 roku brałem udział w obronie Przebraża, jak również jesienią w likwi-dacji nacjonalistycznych band UPA w miejscowościach Tróścieniec, Omylno, Kołki, Ołyka, Cumań. Służbę w czwartej kompani „Przebraże” pełniłem do lutego 1944 roku tj. do wyzwo-lenia Wołynia przez Armię Radziecką.

***
    Bezpośrednio z „Przebraża” w lutym 1944 roku razem z pozostałymi partyzantami zgłosiłem się do Wojska Polskiego. Z przejściowego obozu organizacyjnego w Sumach ZSRR - marzec 1944 roku skierowa-ny zostałem do radzieckiej jednostki: 10. Szkolny Pułk Czołgów w Gorkij nad Wołgą na przeszkolenie, gdzie po okresie 3. miesięcy tj. do lipca 1944 roku uzyskałem specjalność technicznej obsługi i mechanika kierowcy czołgów KW i T-34 - legitymacja nr 25. Bezpośrednio po tym brałem udział w służbie zaplecza technicznego 1-szej Brygady Pan-cernej im. Bohaterów Westerplatte w stopniu st. sierżanta - Kiwerce, Chełm, Lublin aż do wyzwolenia Warszawy. Następnie do marca 1945 roku byłem słuchaczem Oficerskiej Szkoły Broni Pancernej w Modlinie. Po uzyskaniu stopnia oficerskiego od marca 1945 roku służyłem w 13. Warszawskim Samodzielnym Pułku Artylerii Pancernej. Tam pełniąc funkcję z-cy dcy III baterii ds. technicznych brałem udział we wszystkich akcjach bojowych aż do zakończenia wojny tj. do maja 1945 roku. Moim bezpośrednim dowódcą był kpt. Trofimow, a dowódcą pułku mjr Jan Lisiak. W pułku tym pełniłem służbę do czasu demobilizacji tj. do kwietnia 1948 roku, gdzie zajmowałem kolejne funkcje techniczne: m.in. z-cy d-cy pułku ds. remontu i eksploatacji.

***
    Po demobilizacji kontynuowałem w Gliwicach studia techniczne (nie ukończone z powo-du długiej choroby) i od sierpnia 1949 roku pracowałem w Fabryce Narzędzi Rolniczych w charakterze głównego konstruktora. Od czerwca 1961 roku do marca 1962 roku pracowałem w Instytucie Maszyn Rolniczych w charakterze głównego konstruktora. Od czerwca 1961 roku do marca 1962 roku praca w Instytucie Maszyn Rolniczych w charakterze st. konstrukto-ra, następnie od marca 1962 roku w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w Słupsku w cha-rakterze Głównego Konstruktora i Głównego Specjalisty ds. konstrukcji. W 1981 roku przeszedłem na emeryturę i zamieszkuję nadal w Słupsku…


Franciszek Kułakowski


***
    Tyle Pan Franciszek. Dopowiedzmy jednak, to o czym nie w pełni napisał.

    Do Słupska Franciszek Kułakowski przyjechał w 1949 roku i podjął pracę w Fabryce Narzędzi Rolniczych. Był organizatorem Zakładowego Biura Konstrukcyjnego, a także wychowawcą młodej kadry konstruktorów maszyn rolniczych. Pod Jego kierownictwem powstało wiele prototypów nowoczesnych maszyn rolniczych.

    Zaowocowało to dwuletnią „banicją” do poznańskiego Instytutu Maszyn Rolniczych. Po tym przeszedł do pracy w słupskich Zakładach Doskonalenia Zawodowego, gdzie tworzył wraz z Piotrem Murawskim, Adamem Szenkerem, Zbigniewem Tomasikiem, Sewerynem Mielniczukiem, Dominikiem Korzeniowskim, Krzysztofem Muszyńskim i Tadeuszem Miennickim swoisty inżynierski zespół konstruktorów i racjonalizatorów. Od samego początku swojego życia zawodowego był aktywnym członkiem Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Mechaników Polskich. Za swoją działalność był wielokrotnie odznaczany i nagradzany. Był kawalerem odznaczeń wojennych, kombatanckich, resortowych i państwowych. Nie sposób ich wszystkich wymienić. Zauważmy dwa: Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski i Krzyż Partyzancki.

    Franciszek Kułakowski był czynnym członkiem słupskiego Koła Terenowego Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu.

    Żonaty, miał dwoje dzieci syna Ireneusza i córkę Urszulę.

    Zmarł w dniu 12 listopada 2011 roku, pochowany został na Starym Cmentarzu: kw. 11, rz. 6, m. 13, nr ksw. 871/2011.

    Swoje długie ponad 90-letnie życie spisał na 106 stronach maszynopisu, na pewno zasługują one na opublikowanie, tak jak Jego życie zasługuje na wdzięczną pamięć potomnych.

Andrzej Obecny
obecny@poczta.onet.pl


 

Wspomnienie o Mężu i Stryju
    To były szczęśliwe lata.Małżeństwem byliśmy przez 39 lat. To był nasz drugi związek - męża i mój. Udało się nam we dwójkę stworzyć normalną rodzinę. Mieliśmy w sumie, troje dzieci i dziesięcioro wnuków. Nie wiem jak tutaj na Raszyńskiej wszyscy się mieściliśmy - gdy dzieci z wnukami przyjeżdżały. Był wesoły harmider, pompowanie materacy…

    To były bardzo szczęśliwe lata…

    Mąż był człowiekiem odpowiedzialnym, rygorystycznym i zasadniczym. Nie tolerował nieprawości. Ale w zasadniczych sprawach zajmował właściwą pozycję. Był zdecydowany i pewny swego. Zawsze można było na niego liczyć. Byłam przy nim całkowicie bezpieczna i tego mi już teraz brakuje. Tę jego ostrość - wbrew pozoru, ceniły dzieci. Podam przykład: Do dziadka przybiega wnuk, który coś namalował czy coś napisał. Ja mówię do niego Michałku, Michałku pokaż co tam masz? A on do mnie mówi: - Nie babciu, bo dla ciebie wszystko jest piękne, a dziadek powie mi prawdę. Wszyscy cenili Jego oceny, mimo, że nie były zawsze przychylne. Dzieci i wnuki uczył od małego gry w szachy. Nigdy nie dawał im forów, dając przez to im pełną i autentyczną satysfakcję z wygranej, które się zdarzały. Cieszył się wtedy i zwycięzca i przegrany.

    Lubił góry. Prawie co roku wyjeżdżaliśmy w Tatry. Był bardzo kontaktowy. Kochał ludzi. Dużo opowiadał o sobie, o swoich przeżyciach wojennych, szczególnie o Wołyniu. Wołyń prześladował go coraz częściej. Czasem nie mógł spać. Jednak był dumny i spełniony, tym, że w Słupsku upamiętniono pomordowanych Krzyżem Wołyńskim i On miał w tym swój udział.

    Bardzo mi Go brakuje.

Barbara Kułakowska



Muzyka, Tatry i opowiadania o Wołyniu

    Stryja Franciszka Kułakowskiego wspominam jako wielkiego polskiego patriotę, aktywnego działacza społecznego, innowatora i konstruktora.

    Z czasów młodości(lata 60-te) pamiętam nasz rodzinny dom na ul. Raszyńskiej pełen muzyki i radości. Stryj Franciszek i mój św. pamięci ojciec Kazimierz Kułakowski namiętnie muzykowali na wszelkich uroczystościach rodzinnych. Byli muzykami amatorami i samoukami na swoich instrumentach. Stryj Franciszek grał tylko na czarnych klawiszach fortepianu, a mój ojciec przestrajał skrzypce o pół tonu do góry dla własnej wygody. Namiętnie i z upodobaniem grali przeróżne melodie - szczególnie folklor z Wołynia, piosenki partyzanckie, różne zasłyszane melodie.  Zawsze było bardzo wesoło i dowcipnie. Po latach my z bratem Bogdanem przejęliśmy te rodzinne muzykowanie z radością...

    Inne wspomnienie mam z polskich Tatr. Stryj zabrał nas trzech, syna Ireneusza i mnie z bratem Bogdanem -jak On to nazywał-budrysów na traking w Tatry. Stryj Franciszek zaszczepił we mnie miłość do górskich wędrówek. Było to w roku 1967 - udaliśmy się w Tatry polską Syrenką - cudem techniki na ówczesne czasy. Pamiętam sytuację w Kuzienicach jak furmanka wioząca siano wyprzedzała nasz samochód uciekając przed nadciągającą burzą. Taki to wtedy był ten cud techniki...

    Stryj był znakomitym mówcą. Pamiętam opowiadania stryja o rodzinnym Wołyniu, II. wojnie światowej, o czasach powojennego obudowywania Słupska, o rozsianej po świecie rodzinie, o polityce, o tym co w życiu najważniejsze. Były to długie, mądre i inspirujące roz-mowy. Stryj Franciszek na emeryturze żywo interesował się naszymi artystycznymi kariera-mi. Służył zawsze mądrą i wyważona radą.

    Jego  śmierć jest dla mnie osobiście bardzo bolesna i będzie mi brakować jego mądrości.



Leszek Kułakowski